Być poetą. Lata temu brzmiało to dumnie. Nawet już nie pamiętamy, kiedy to było, ale… Był taki czas.
Był taki czas, nawet taka epoka, że pisarze wprowadzali zamęt, przerywali ciszę, poddawali pod rozwagę emocje i idee, ale czas ten przeminął bezpowrotnie od kiedy literaturę wyrzucono z przestrzeni publicznej zamieniając w jedną z pośledniejszych rozrywek dla wyjątkowych już odszczepieńców czy oryginałów. Efemerydy owe (w większości kobiety) czytają, bowiem społeczeństwo uznaje ich za: dziwolągów, nieudaczników, nudziarzy. Tak zwanych intelektualistów w świecie gdzie intelekt przestał być ceniony, a ceni się tylko zaradność, zwłaszcza ekonomiczno-finansową.
Żenujące czasy, żenujące społeczeństwo, żenujący stan umysłów zarządzających społecznymi emocjami, żenujący poziom głównych mediów, tej czarno-białej propagandy lekkości, łatwości i przyjemności. Ma być cool, ale cool oznacza fizjologię: ciało, sprawność fizyczna, seks. To jest epicentrum idei współczesności. Odchodzimy od snutej opowieści, wkraczamy w świat obrazu, plastycznych wizji i powierzchownych treści. Masy się analfabetyzują i prymitywnieją od tego na potęgę. Stąd pojawia się dziś pytanie:
Dlaczego nadal tylu ludzi pisze wiersze? Czy są one (te wiersze) poezją? Skąd ten owczy pęd, ta dziejowa misja i skąd ta popularność dziedziny, która stała się pustkowiem?
Nie przekonują mnie łatwe odpowiedzi typu, że w cyfrowym zelektronizowanym świecie receptą na zanik relacji jest poszukiwanie duchowości i głębi. Nie przekonują mnie wyjaśnienia, że ci piszący się inspirują dawnymi mistrzami, gdyż takich jest garstka. Nie przekonuje mnie i inne tłumaczenia, tej rzeszy samookreślającej się jako świat literacki, po napisaniu kilku żenujących wierszy i wygłoszeniu ich w pustych salkach, których widzów zastąpili sami podobnie piszący.
Czy to już grafomania? Czy jakiś defekt z dziedziny socjologii z gatunku – pisać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej, bo to łatwe i tanie – przecież wystarczy kartka i długopis, a dziś nawet tylko smartfon z funkcją zapisywania słowa mówionego.
Literatura to dziś pustkowie. Życie literackie to karnawał. Czy bohema nie zważa na okoliczności? Czy jesteśmy przed górą lodową, czy już toniemy, a orkiestra gra nadal? Tysiące pytań, żadnych odpowiedzi. A może my dopiero wsiadamy na Titanica i wyruszamy w rejs. W rejs donikąd…
Andrzej Walter, Gliwice, 29 maja 2026