Do mecenasów ananasów

14 sierpnia 2019

Nadchodzi jesień, a skoro Ona nadchodzi to ożywiają się poeci. Poeci mogą się ożywiać, to ich czas. Świat przemija, a my wraz z nim. Poeci patrzą spoza świata, z zewnątrz, są jakby ponad rzeczywistością. Poeci patrzą z dystansu. Ich pisanie czerpie z życia. Ich życie, to ich wysublimowana samotność, ale i spotkania, wspólna wódka, rozmowy do świtu, możliwość dialogu. Nie ma lepszych możliwości takich spotkań niż wszelakie wieczory autorskie czy festiwale literackie. Wartość takich festiwali zasadniczo polega na tym, że artysta może spotkać się z innym artystą, ale razem, wspólnie – mogą się oni spotkać z publicznością, z uczniami szkół, wystąpić wobec szerszego grona ludzi, zaprezentować swoje wiersze, wypowiedzi, manifesty. Zaistnieć społecznie. Tak się tworzy kulturę kraju, społeczeństwa, narodu. Tak było zawsze i dawało to wymierne skutki w postaci nowych tomów poezji, nowych tekstów, nowych książek. To prowadziło do nagród Nobla i do powstawania narodowego dziedzictwa.

Doszliśmy do sedna. Cóż z tego, skoro obecni władcy, zarządzający, wszelkiej maści samorządy lokalne, politycy i włodarze środków publicznych są coraz głupsi. Coraz mniej rozumieją ze słów: kultura, sztuka, artysta, dzieło, literatura, poezja. Nazwijmy rzecz po imieniu. Coraz głębiej mają to w dupie. I coraz jawniej to okazują. Odbierają wsparcie i mecenat na coraz więcej. Gdzie mogą okradają nas z możliwości kontunuowania pięknych tradycji (niejednokrotnie wieloletnich) organizacji festiwali literackich, możliwości wpływu na młodzież, która bardziej rozumie i chce tych spotkań niż ograniczający te możliwości pazerni samorządowcy. Cóż.

Owi włodarze są przecież z nas. Wybraliśmy ich i oni reprezentują całą społeczność, z której wyszli. Wyszli z nas. Tacy jesteśmy. Staliśmy się pełni tysięcy potrzeb, zachłanni na blichtr i świecidełka, wypierający głębię i ducha. Poezja? Do kosza.

A świat staje w miejscu. Schodzimy do katakumb, jak dawni chrześcijanie. Spotykamy się konspiracyjnie, po własnych domach, prywatnie, środowisko literackie kurczy się do emigracji we własnym kraju. Emigrujemy w rejony coraz bardziej oddalone od publiczności. W rejony kompletnego undergroundu. W malignę nieistnienia społecznego. Te ostatnie rzucone ochłapy pozwalają jeszcze na organizację dogorywających w agonii ostatnich chyba festiwali. Tam odbywają się stypy sztuki, poezji, słów i twórczości – zwłaszcza literackiej. Chwała i za to.

Najgorsza w tym wszystkim jest ta niewypowiedziana, acz okazywana przez tych włodarzy i polityków pogarda. Ten syndrom wyższości nad nami, syndrom zachłyśnięcia się władzą, buty i pewności, że tak jest dobrze. Pragnę tu zauważyć i ostrzec tych drani. Tak od zawsze powoli pełzały wszelkie rewolucje. W nas już dawno zrodził się bunt wobec chamstwa tych pseudoelit, które kulturę mają w poważaniu. Nadejdzie czas kiedy wystawimy rachunek tym wszystkim decydentom za ich cudowne (i bardzo niechętne) wsparcie. Drżyjcie wtedy mury Jerycha.

Drżyjcie sejmy, rady miejskie, wymoszczone synekury i okupowane trony. Społeczeństwo i tak wie jakie lody ukręcacie. Kiedy zacznie was rozliczać (zaprawdę powiadam wam – nie za kulturę i sztukę) będziemy mu wtórować – głośno i dosadnie. A może nawet obejmiemy przywództwo. Przekonacie się wtedy o sile słowa, o mocy słów, słów buntu, o potędze rewolucji. A rewolucja bardzo często karmiła się właśnie poezją…  no, ale po cóż wam ta wiedza, drodzy mecenasi samorządowi. Róbcie te wasze jarmarki wyborcze, wywalajcie te środki z naszych podatków na bzdury i uciechę dla gawiedzi… sądzicie, że to zdoła was ocalić? Nigdy nie zdołało.

Przerażające jest to jak nisko wszyscy upadamy, ale wy – mecenasi, albo powiedzmy otwarcie – grabarze kultury, upadliście najniżej.

Wykorzystanie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione

Projekt i realizacja: agencja interaktywna futuresystems.pl