Underground

10 czerwca 2017

Wciąż słyszę i czytam: – nikt dziś nie czyta poezji, ciężkie czasy, niewesołe czasy, tandetne czasy… To wszystko prawda, ale częściowa. Może nawet przeważająca jej część oddaje: ducha, atmosferę, poziom intelektualny odbiorcy i wreszcie poziom wrażliwości zarówno jednostki jak i większości społeczeństwa. Nadszedł czas – pragmatyczny, liberalno-kapitalistyczny, czas bogacenia się, czasy mediów, nowych rozrywek, nowych modeli spędzania wolnego czasu i w końcu czas innego wyrażania swoich emocji. Poezja na tej mapie zeszła w podziemie, stanowi swego rodzaju underground i alternatywę, jak mawiają niektórzy – niszę. Dlaczego jednak – w takiej optyce, w takich realiach socjologicznych, w tej narracji w naszym kraju … poeci (ilościowo) są potęgą. Nie znam żadnego innego kraju, gdzie jest tylu poetów. Gdyby ich zebrać wszystkich razem zapewne zapełniliby niejeden stadion. Próby poetyckie podejmują lekarze, prawnicy, robotnicy budowlani, księża, nauczyciele i właściwie w każdej profesji w Polsce znajdzie się poeta. Znam nawet uroczą policjantkę piszącą – słowo honoru – niezłe wiersze. Co jest w nas, nas Polakach, takiego, że z jednej strony „każdy się tu rodzi poetą”, a z drugiej eliminuje poezję z przestrzeni publicznej, edukacyjnej i medialnej? To pytanie nurtuje mnie od lat, a dziś nabrało jakby nowych barw. Co raz częściej pojawia się ta refleksja w ramach rozważań, dyskusji czy publikacji. Szumi o tym środowisko, nieliczni, chcący uprawiać krytykę literacką, akademiccy badacze, wydawcy oraz co bardziej świadomi autorzy.

Miliony poetów, poezja na płytach nagrobnych, w dniach ostatecznych, na pomnikach i w pamięci, ba, świadomości narodowej, a po przeciwnej stronie lustra rzesze ludzkie tak bardzo mało poetyczne. Rzesze przyziemne, prozaiczne i żądne spełniania materialnych i najprostszych rozrywek. Skąd się to bierze? Dlaczego tak jest? Czy to jest sprzeczność, czy jakaś prawidłowość „duszy polskiej”, syndrom czasów czy jednak tylko nasza, charakterystyczna przypadłość? Nie wiem. Was pytam, co o tym sądzicie. Im więcej wyrazimy sądów, tym bliżej może staniemy naprzeciw jakiejś prawdy o tym zjawisku.

Najzabawniejsze, że znam kilka osób niebędących poetami, a czytających wiersze – kogo czytały? Kajtochową, Śliwiaka, Karaska, Wencla – ciekawy zestaw, nieprawdaż? To jednak moje doświadczenie, nie musi być regułą. Te kilka osób stanowi jednak dowód na … no, co najmniej „potrzebę poezji”. Ona nie zginęła. Zwróćcie też uwagę – nie czytali: Miłosza, Różewicza czy Zagajewskiego, ani też Pawlikowskiej, Poświatowskiej, o Słowackim, Mickiewiczu nie wspominając. Zatem czytali to, co im w duszy i przypadku zagrało – no, bądźmy szczerzy i doprecyzujmy – to głównie kobiety… ale nie tylko.

Sprawa nam się coraz bardziej gmatwa i zagęszcza. Więcej tu pytań niż możliwych odpowiedzi czy jakichś sensownych tez. Możemy sobie dywagować? Co z tą poezją?

Jedno jest pocieszające – w tym kraju, naszym kraju – pomiędzy Odrą, Wisłą i Bugiem – tkwi nadal zew poezji. Potrzeba poezji. To jak już wspomniałem – underground, kontralternatywa dla czasów, brzydkie słowo nisza… ale to chyba powoduje, że warto. Warto pisać, warto myśleć poezją, warto wyrażać tak emocje, warto w tym tkwić. I tego się trzymajmy…

Wykorzystanie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione

Projekt i realizacja: agencja interaktywna futuresystems.pl