Wirydarz poetycki Andrzeja W.

Autor recenzji: Andrzej Gnarowski

pomyślałem jeszcze wielka sztuka
a ta fotografia była wielką sztuką
J. Trznadel

Andrzej Walter jest utalentowany z natury (organicznie), posiada niezwykle wrażliwą intuicję. Dotyczy to ciemnych stron życia – sprzeczności w ludzkiej duszy – niepokoju w sferze instynktów… Wystarczy zdanie, czasem słowo, żeby pochwycić wątłą nić i rozwinąć ją w obraz. Kolejna książka poetycka „Śmierć bogów” jest równie ważna jak poprzednie. Napisał ją tak „prosto” i tak prawdziwie. Powstała, jak powstaje wielka sztuka (i te jego fotografie też są wielką sztuką). Powstają z absolutnej potrzeby i z absolutną łatwością. Myślę jednak, że poezja pozostanie jeszcze na długo dla niego tajemnicą, podobnie jak sam dla siebie jest tajemnicą. I tak mechaniczne aspekty naszego człowieczeństwa pozostają dla nas niejasne (dopóki – tak twierdzą niektórzy – boska moc całkowicie ich nie uszlachetni). Sztuka bowiem nie tworzy piramidy, tworzy koło. Jest obroną zewnętrzną – barierą mowy, której przetworzenie stanowi warunek wszystkich prostszych sposobów porozumiewania się. Jest światłem, przy którym można naprawiać ludzkie sprawy.

Dusza poety Andrzeja Waltera ma wymiary i treść określoną. Osadzona w realiach, a jednocześnie ukierunkowująca jego rozchybotanie wewnętrzne w jakiś harmonijny nurt. Niepowiązane (pozornie) ze sobą fragmenty obrazów – ciągi skojarzeń służą jedynie jako pretekst do wyrażenia własnych przeżyć.

Niżej podpisany nie może sobie odmówić (w tym szczególnym przypadku) zacytowania fragmentu „Notatek do pytań” Krzysztofa Gąsiorowskiego: „Wydawać by się mogło, że pisać należy nie to, co chce się pisać, ale to, co chce się przeczytać. Jednak nie nasłuchiwanie, ale wołanie tworzy literaturę. Lecz tylko najlepszych się słyszy. Tylko słyszy. „Bywać poetą, znaczy – krzyczeć. Ażeby mogło się wydawać, że słowa są, tylko są ciszej”.

Autor „Śmierci bogów” zdecydował się na poprzedzenie wierszy – trzema dyskursywnymi tekstami: „Nad brzegiem Styksu”, „We mgle Olimpu” i „Noc Hadesu”. Chodzi tu o motyw myślowo-uczuciowy, który jest podstawą konstrukcyjną wspomnianych tekstów. W których realizuje się forma poezji – liryzm i wyobraźnia są tylko obocznymi znakami prawdy wyrażającej indywidualny stosunek do sądzonego świata. Spontaniczność doznaje przewartościowania przez poddanie osądowi praw moralnych tego świata. Przestrzenią tej poezji – jest przestrzeń zurbanizowana, światem zaś – jest realny świat materii tworzonej przez człowieka. „Na naszych oczach przemija postać tego świata” – czytamy w pierwszym tekście „Nad brzegiem Styksu” – „pewna jest tylko dobroć i poezja”. Źródeł tego wyznania równie dobrze można by się doszukiwać w poezji autora „Vademecum”. To poeta niezwykle ważny dla rozwoju naszej świadomości narodowej. „We mgle Olimpu” dramat jednostki jest małą metaforą dramatu społecznego: „Olimp zaszedł mgłą. (…) Może wzejdzie jeszcze słońce, powieje wiatr i rozproszy tę mgłę. (…) Na razie nastała noc Hadesu, lecz historia już pokazała blisko dwa tysiące lat temu, że nie jest to ostateczność”.

Jeśli miałyby tu być pomocne jakieś doktryny
(odnosi się to również do części trzeciej „Noc Hadesu”) to nie te, które stawiają na pierwszym miejscu dobro materialne, tylko raczej doktryny idealistyczne – które kształtują w ludziach dar współczucia i podpowiadają wybór intymnych środków społecznego oddziaływania, za pomocą których literatura buduje jednostkę. Buntem przeciwko rzeczywistości jest twórczość. Buntem przeciwko ograniczaniu przestrzenią jest myśl. Buntem przeciwko czasowi jest przyszłość. Przyszłość jako postawa realna – daleka od poetyckiego anarchizmu. Wyrastająca z mentalności społecznej kodyfikowanej przez samą rzeczywistość. Nie wykluczajmy takiej możliwości, że można całą rzecz sprowadzić do udziału w procesach szerszych nieco – do rozdźwięku pomiędzy rozwojem techniczno-cywilizacyjnym, a duchowym rozwojem człowieka:

brodzę bagnem barbarzyństwa
resztkami sił
wśród złości
zazdrości
głupoty nienawiści
martwi bogowie
nie podają ręki
(„śmierć bogów”)

„Poezja, aby żyć, musi, czy tego chce czy nie chce, (K. Karasek) przekraczać własne granice, żywić się sobą. Zjadać i wydalać siebie. Oznacza to zmiany tonacji, zmiany widzenia, zmiany obrazu. Musi wkraczać na coraz to nowe ziemie. Niekiedy wyjałowione, wydawałoby się pozbawione nadziei. Patrząc z perspektywy półwiecza można zobaczyć kolejne eksplozje wyobraźni i wolności”.

Poezja Andrzeja Waltera (podejmując nieustanne próby wyjścia z wyizolowanej przestrzeni) zmierza do miejsc poszukiwanych, gdzie powinno nastąpić wewnętrzne rozładowanie zahamowani, nienawiści i różnorakich konfliktów związanych z procesem zespolenia poezji z rzeczywistością czasu, w którym żyje poeta. Stąd dążenie do nadania liryce jakby nowej wiarygodności. Można powiedzieć Walterowski sposób tworzenia liryki:

za koronką pończoch
rosło podniecenie
ręce wtargnęły w wilgoć
(…)
oplotła wytrawnie
męską dumę
plikiem edytowanym pikantnie
stłumiła krzyk
nagły reset
ptaki wzniosły te Deum
wrócił błękit
jedwabnej sukienki
w odcieniu windows
(„hardcore”)

Widać wyraźnie, że słowa chcą żyć: żeby przekazać to, co w nas żyje i dopomina się zapisu. Otwartość jest zaletą – dlatego, że wymusza na piszącym szczerość wyznania: jest jakby spowiednikiem przy konfesjonale wiersza. Poezja Waltera w swoim różnorodnym bogactwie – jest sprawdzianem wrażliwości. Wyraża wiele różnych stanów ducha i myśli – i czyni to wieloma sposobami poezjowania: językowym, obrazowym i oczywiście metaforycznym:

nikt nie był w piekle już tyle lat
wymarli kuracjusze bezsennych nocy
kiedy Mefisto snuł swoją wersję
zmartwychwstań
(…) w niebie też nikt nie był
w Acapulco na Hawajach owszem
ale do nieba
nikt się nie pchał
jakiś Michał namawiał ale był zbyt trzeźwy
miał pod ręką plakat
może wyborczy
kto go tam wie
(„sen menadżera sprzedaży”)

Walter jest człowiekiem przychylnym światu – umie smakować chwile, „wagę szczegółów”. Poeta niezależny materialnie od swojej twórczości – erudyta korzystający z bogactwa kultury europejskiej – w nawiązaniu do tradycji literackiej i filozoficznej „co nie należy dzisiaj do zjawisk częstych”. Ale dajmy jednak głos poecie:

sumienie! nie odchodź!
dam ci świeżego powietrza
i krew do picia
wezmę na huśtawkę
będziemy szaleć
po świt
obłędni niepamięcią
zranieni sztuką
podli jak los
który poszedł w diabły
nie odchodź
proszę
(„nieodwołalne”)

Metaforyka poety odświeża widzenie świata – „ jakieś jutro / czerstwe wczoraj / pomięte i kruche / gilotyna snów / i zabłąkany uśmiech „ – materializuje obraz rzeczywistości i zawarte w nim przeżycie. Krótkie fabuły są źródłem lirycznego napięcia. Ukazują świat w swojej codzienności.

Jestem przekonany, że Frostowska formuła może odnosić się nie tylko do procesu twórczego Waltera, ale również do „efektu wiersza”. „Poezja, ona jedynie pozwala nam mówić o jednym, a myśleć o czym innym przez nieśmiałość, czy przez inny jakiś instynkt.”

Walter dostrzega w poezji szczególne narzędzie poznania, uzupełniające wiedzę o świecie. Tak czy inaczej, poeta chciałby zapewne opuścić choć na chwilę swój prywatny Hades (wraz z formą wiersza krystalizuje się poetycka myśl):

wchłaniam świat
dużo zdumienia
wiem jak się skończy
czuję powiew barw
potem wyblakłą szarość
inicjały tracą znaczenie
krew topi się w dłoni
a dotyk
ulatuje w wieczność
(„Faust”)

Poeta – swoją sztuką sprawdza wciąż na nowo człowieka, dla którego uroki życia są niezniszczalne pod naporem czasu. Tylko, że wiersz liryczny nigdy nie będzie traktatem poznawczym operującym uporządkowanym tokiem argumentów. Wiersz liryczny jest jedynie siłą wzruszającą – (dobrze jeśli będzie to również wątek myślowy przebiegający w wierszu). Zwróćmy uwagę na skondensowaną treść tej książki, gdzie poszczególne utwory zrastają się w jeden poemat zaopatrzony inwokacją w postaci trzech niepoetyckich tekstów, o których wspomniałem. To poezja obrazu, metafory, skrótu. Oto jak zamyka się krąg tej poezji, której sens możemy sprowadzić do słów z wiersza „dolce vita”:

pisanie wierszy
to eksplozja ran
niebo otwarte
a szymon podnosi krzyż
na wydeptany szlak
kapie samotność
nie wie
kto odejdzie
kto upadnie

Poeta – rana świata. Może jest w tym jakaś przesada – może i jest. Ale przecież jest to wypowiedź osobista. Słowo jest jedynym znakiem wywoławczym pamięci, przechowującej również kształt, zapach, smak i kolor rzeczy. Ważna jest w tej poezji – właśnie przestrzeń międzysłowna, w której poeta precyzyjnie steruje zdarzeniami i faktami. Pomiędzy poetą, a przedmiotem wytwarza się pewna strefa wrażliwości wzmożonej – następuje wzajemne przenikanie przedmiotu i podmiotu – zacieranie cech kosztem nowej wartości, nowego znaczenia.

Oto, w krótkim zarysie fundament, na którym wypadło nam wznosić misterny gmach poetycki. Jeżeli możemy mówić o celach działalności – pozostają w zasadzie ciągle te same: kształtować język, formułować to, co nieuchwytne, ulotne i kruche. Poszerzać granice ludzkiej wrażliwości utworami, które uczą szacunku do poezji ambitnej, twórczej, nowatorskiej w kształcie artystycznym, ale i głębiej związanej z historią, kulturą i życiem.

„Jest pewna propozycja utylitarności, która jest warunkiem piękna.” – to słowa Norwida…

Autor „Śmierci bogów” mieszkający z dala od środowisk i giełd literackich, zajęty niełatwą pracą doradcy podatkowego – jestem pewien, że przekona nas wkrótce – że i w poezji można „łamać granit”.

Andrzej Walter, „Śmierć bogów”, Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce, Kraków 2012, s. 64.

Recenzja opublikowana w Gazecie Kulturalnej, numer 12 (196) grudzień 2012

Wykorzystanie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione

Projekt i realizacja: agencja interaktywna futuresystems.pl