Poeci i dylemat wieczności

Autor recenzji: prof. Ignacy S.Fiut

Fascynujący tomik autorstwa Andrzeja Waltera pt. „punkt rzeczy znalezionych” – to niewątpliwie próba wskazania podstawy metafizycznej naszego współczesnego świata złożonego z symulacji realności i wirtualności, w którym twórczość i sztuka mają niewiele do powiedzenia w kwestiach istotnych dla życia człowieka. Autor jako fotograf i poeta, ale i posiadający wiedzę kosmologiczną, tworzy cykl utworów, starając się sprowadzać jego osobiste doświadczenia z poszukiwania owego fundamentalnego „punktu” – podstawy wszelkiego istnienia. Byłby on tą wieczną postawą sztuki, wiedzy. ale i codziennej egzystencji. W przedmowie do tego tomu Walter pisze m.in. „Co znaczy tu być? W zasadzie nic innego jak doświadczać czasu”. Dla poety – za Karlem Rahnerem – „Czas staje się absurdem, jeżeli nie może osiągnąć swojego spełnienia. Możliwość wiecznego trwania byłaby piekłem pustego bezsensu. Żadna chwila nie miałaby swej wagi, ponieważ wszystko można by odłożyć na pozbawione treści «później», które zawsze nadchodziłoby
z niezawodną pewnością”. Poecie idzie więc o to, by w jakiś sposób, głównie przez sztukę fotografii i słowa ten czas nicestwiący zatrzymać, uratować to wszystko, co ludzie kochają, uwielbiają, i co ich buduje, odsyłając do tego metafizycznego punktu odniesienia, który na gruncie religii nazywany jest Bogiem. Doświadczenie estetyczne związane z tworzeniem jest właśnie formą – według poety i fotografia – docierania poza stawanie się świata zatrzymywanego w obrazach i słowach, sygnalizujących ich wieczność, ów punkt, podstawę bytową, do której nie ma jednak jasnego i bezpośredniego dostępu, ale jawi się jako pewna konieczna dla wszystkich rzeczy, i która rodzi siłę budującą przyjaźń oraz miłość między ludźmi we wspólnotach. W wierszu „Sztuka jest” poeta tak oto definiuje swoją postawę artystyczną i sens wszelkiego tworzenia : „sztuka jest brakiem spełnienia/ i spełnieniem braku/ jest/ bo nie mamy zbyt wiele /do stracenia”.
Innym motywem, który autor stara się uchwycić w sposób szczególny jest dominujący obecnie model funkcjonowania świata i człowieka jako zjawisk w niekończącym się rozpadzie, które skazują, a wręcz wymuszają, ślepe tworzenie słów i obrazów z nadzieją, że trafią w ludzi i ich osobiste światy i jakoś ich połączą. Tworzenie bowiem jest siłą tkwiącą w człowieku, które próbuje skierować go ku wieczności, ale i łączy ludzi, dając im nadzieję. W tym naszym świecie wszechpotężnej konsumpcji i przyśpieszonej cywilizacji technologicznej do granic prędkości światła, tylko śmierć jest pewna – podkreśla poeta i dodaje – że jej sens zawiera się właśnie we wszechogarniającym konsumowaniu wszystkiego. Wartości, wzniosłe formy kultury, ale i moralność i religia również ulegają rozpadowi do tego stopnia, że dla ludzi pędzących na oślep: „Chrystus na krzyżu dziś bezrobotny”. Sens poezji również uległ rozpadowi – sądzi Walter – ale pisać należy, bo istnieje taka potrzeba, jeśli już nie w tym naszym świecie, to zapewne w niebie. Ludzie wyznają dzisiaj „religię ekranu”, na którym miłość nie jest możliwa do odróżnienia od seksu, konsumpcji i nienawiści, a być może tylko jeszcze Bóg kocha człowieka, jeśli kocha. Świat bowiem w wyniku niespotykanego przyśpieszenia uwolnił się z reżimu pojęć, ich znaczeń, logiki życia i istnienia, a w konsekwencji w miłości mieści się nienawiść, w prawdzie – fałsz, w sprawiedliwości – niesprawiedliwość i trudno cokolwiek jednoznacznie zrozumieć, nazwać po imieniu, a nadzieja, która przepełniona jest w ten sposób nicością, głosi przede wszystkim pewność śmierci. Wyjściem z takiej sytuacji – na co wskazuje osobiste doświadczenie poety – jest budowanie wśród ludzi wspólnot opartych na przyjaźni i miłości: one zbliżają poniekąd niebo do ludzi i w jakiś sposób zaświadczają, że właśnie uczestniczymy w innym przejawie wieczności, owego punktu odniesienia, bo opierają się bezwzględnej logice upływu czasu i śmierci: kochać można przecież tych, którzy odeszli do wieczności. Dzięki tak urzeczywistnianej miłości gasimy „płonący świat” i uczestniczymy choćby przez chwilę w jej wiecznym majestacie, dającym nam owo obcowanie z bliskimi i kochanymi z wzajemnością.
W drugiej części tomu tego zbioru Walter opisuje osobiste przeżycia wynikające z głębokiej przyjaźni z Anną i Jackiem Kajtochami, którzy wprowadzili go w świat poezji i sztuki. Również zamieszczone tu zostały znakomite liryki poświęcone żonie poety – utwory piękne, wzruszające, z prostotą i delikatnością eksploatujące ów wieczny wymiar miłości między dwojgiem ludzi związanych ze sobą na życie i śmierć.

gorączka

wieczność
bywa chropowata
podchodzi blisko
gasi pragnienie
a los
rozprowadza gorączkę
wciskając się tam
gdzie go nie proszą

Wykorzystanie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione

Projekt i realizacja: agencja interaktywna futuresystems.pl