Kalectwo jesieni

21 września 2017

Jesień, póki co, paskudna. Zaraz, zaraz. To jeszcze nie jesień. To dopiero koniec lata. A za oknem wciąż deszcz, plucha, zawierucha i senne pejzaże. Nic w życiu nie trwa wiecznie i szybko się kończy. Najgorzej kiedy kontrast pomiędzy entuzjazmem, a codziennością wyolbrzymia się do diametralnie różnych stanów i czyni, … przybiera maskę enigmatycznej mgły, zza której nie widać już wiele. Taka nostalgia przed-jesieni krąży zatem w atmosferze, że wpływa na samopoczucie i przyjmowanie zarówno życia jak i pór roku. Dochodzi do tego konflikt polsko-polski, konflikt również światowy – odwieczny: postępowców z konserwatystami, dochodzą pomruki militarystów, różnej maści ideologów, poszukiwaczy oraz wyznawców: prawd, półprawd i … no cóż, tożsamo gówno-prawd. Wybaczcie wulgarność tego tischnerowskiego przecież sformułowania. Życie nie znosi próżni. Przyszłość majaczy niepewna. Wypełniamy ją treścią. Cóż z tego kiedy treść zdefraudowana, albo wykradziona, albo też zdemoralizowana. Jak żyć? I jak dożyć? Czego, zapytacie? Jutra – odpowiem. A może przyszłości. Może jakiejś jasnej strony Księżyca. Może jakiejś szansy.

Zakląć w życie sens. I w szansę. Oto jest wyzwanie. Nieosiągalne bez: miłości, czułości i Literatury. Nieosiągalne bez słów, ich wymiaru, terapeutycznej mocy wyobraźni oraz bez drugiego człowieka. Tak. Najlepiej ukryć się w drugim człowieku. W tym bliźnim, dla którego warto żyć. Polecam. Nie boli. A i aura pór roku traci na znaczeniu…

AWA_2087

AWA_2088

Wykorzystanie zdjęć lub tekstów bez zgody autora zabronione

Projekt i realizacja: agencja interaktywna futuresystems.pl