Przejdź do treści

Mam dość

21 marca 2024

Coś pękło, coś się skończyło. Być może też, coś się zaczyna, jak zawsze. Natura nie zna próżni. Życie nie zna próżni. Życie się wypełnia i spełnia. Tak jak i pisanie. Pisze się dla siebie, z potrzeby siebie, z wnętrza. Jeśli pisze się inaczej, to pisze się słabo, albo też nieprzekonywująco, albo mało wiarygodnie, bez pasji, co czytelnik od razu wyczuwa, a inteligentny czytelnik wyciąga też wnioski z takiego pisania i z tego, co czyta. Pisanie i autor to jakaś jednomyślność i skojarzenie. Nie da się tego rozdzielić. Ja przecież (jako czytelnik) wiem co i jak napisze Lisicki w Do Rzeczy czy też Kurski w Wyborczej, rozpoznam styl, dogmaty, przesłanie, pazur i werwę oraz właściwą autorowi jedyną w swoim rodzaju podskórną opowieść, którą tenże snuje od swojego zarania – pisania.

Czego zatem mam dość? Środowiska literackiego. Tych wszystkich: uzurpatorów, narcyzów, potencjalnych noblistów, ogarniętych manią wielkości autorów z pogranicza grafomanii oraz wszelkiej maści literackich: pajaców, manekinów, marionetki tudzież wazeliniarzy, samooszukujących się wybitnych czytaczy swoich wierszy, gdzie czytanie prowadzi do orgazmów wielokrotnych przy mikrofonie bądź bez na opustoszałych salach łaskawie udostępnionych pokątnie i w samotności braku jakiejkolwiek publiczności. Literat to dziś człowiek o pozycji społecznej: śmieciarza, księdza, bibliotekarza, czy nie przymierzając prostytutki. Smutne lecz prawdziwe. Stąd też w tym środowisku literackim coraz więcej odpadów, ludzi przypadkowych, nie poddawanych żadnej sensownej krytyce samowydających się pseudoautorów spoza wszelkich kategorii i poziomów, ludzi nie wiadomo skąd, ludzi tak kabaretowo groteskowych, że przestaje być to śmieszne, a poczyna być żałosne.

Zatem mam dość i co dalej? Sam nie wiem. Pisać potrzebuję. Siła wyższa. Muszę przemyśleć z kim i dokąd. Dotarłem bowiem do punktu krytycznego, w którym przestaje się ściemniać i właśnie samooszukiwać się, trzeba otwarcie walnąć sobie samemu prawdę w oczy, gnojków nazwać gnojkami, omijać fałszywych proroków czy doradców, strzec się jeszcze bardziej pochlebców i iść dalej swoją drogą. Czas refleksji i przemyśleń, być może nowych dróg i decyzji. Coraz ważniejszym jest: z kim, w jakim towarzystwie, czy postać żenującego grafomana albo agresywnego fałszem propagandzisty nie brudzi nas samych i nie rzuca cienia samym współuczestnictwem na sprawę … własnego honoru? Czy uczestnictwo w jednej imprezie z bydlakiem bez skrupułów w tym jego parciu do niezasłużonych zaszczytów nie stanowi przypadkiem prostytuowania się na umór i wbrew wszelkim zasadom przyzwoitości. Czy można potem spojrzeć w lustro? Czyż to nie to samo co sytuacja, w której kogoś biją, katują i znęcają się nad słabszym, a my stoimy nie reagując? Kogo biją? Literaturę biją. Uwłaczają powadze i racji jej stanu uznając częstochowski albo i gorszy wierszyk za bóg wie co i podpierając to pseudo międzynarodowymi nigdzie niesprawdzalnymi słowami uznania. Tak się ludziom robi wodę z mózgu, zwłaszcza tym naiwniejszym. Wiecie jaką imprezę mam na myśli, wiecie kim jest ten bydlak, zarówno jak i to kim sami jesteście jeśli z tym bydlakiem uczestniczycie tu i tam. Ten brud już w was pozostanie. Tak jak ze mną pozostał w postaci skazy na sumieniu (przeszłości). Owszem, błędy się popełnia, błędy są nieuniknione, etapy w życiu również. Ja to rozumiem, czasem też wielu z współuczestników tym rozgrzeszam i sam się pocieszam, że jeszcze nie przejrzeli, nie dojrzeli, nie ujrzeli… że im łuski z oczu nie opadły, jak zwykło się mawiać.

Mam dość i co z tego? Nic z tego. Dzielę się jedynie refleksją. Jeśli ktoś nie wie kim jest bydlak, to może też i dobrze. Może sobie podstawić swojego „ulubieńca” do tej układanki. Zresztą może a priori ów bydlak to taki swoisty everyman – czyli osoba spełniająca kryteria, której z uwagi na dzisiejszą pozycję literatury namnożyło się tu i tam, na tych pustych przestrzeniach niby kultury z nicości jej braku.

Po roku milczenia na tym blogu obiecuję „poprawę” i zapraszam znów na te łamy… będą częściej zasilane refleksjami. Pozdrawiam Was wszystkich moi Drodzy Czytelnicy

Andrzej Walter, Gliwice, 21 marca 2024

Gacek & Walter